sobota, 16 stycznia 2010

Na ulicy miasta

Patrzę na świat przez zamglone szyby,
jest niewyraźny, pełen niewyjaśnionych spraw.
Przecieram ręką, lecz nadal obraz się zlewa.
Czy to na pewno jawa? Chyba już nie sen.

Może to stan przejściowy pomiędzy światami,
zagubiony, niepoukładany, niezmienny?
Wysiadam z autobusu, patrzę na kamienice,
ktoś płacze, ktoś się kłóci, kogoś radość przepełnia.

Idę dalej, czuję na sobie spojrzenia.
Słyszę szepty, nie rozumiem.
Patrzę w okno, widzę swoje odbicie,
jestem pełna koloru i blasku, hmm...

Mijam kolejne osoby, słowa zdziwienia.
Sięgam do torby, szukam czegoś.
Nawet nie wiem po co to robię.
Wyjęłam książkę, przeglądam strona po stronie.

Zatrzymałam się na chwilę,
obok na ławce siedzi kobieta,
młoda, zapłakana i rozżalona
buja swoje śpiące dziecko.

Poszłam dalej, lecz zatrzymał mnie duch
odwróciłam się i wróciłam do niej.
Usiadłam niepewnie obok
zerkając na to co zrobi.

Przestraszona, spojrzała na mnie
zapytała kim jestem
i opowiedziała mi swą historię
smutniejszą od tej którą słyszałam wczoraj.

Straciła swój sens, błąkała się bez celu,
niechciana przez nikogo
dziewczyna o złamanym sercu.
Odrzucona przez rodzinę

poszła w świat poddając się zniewadze.
Pozbawionej wszelkiej wiary
podałam swoją rękę.
Pokazując świat w którym jest miłość i nadzieja.

1 komentarze:

KalmarWielki pisze...

ładne

Prześlij komentarz